piątek, 11 września 2015

2. HURRICANE

          Zerknęła z powagą na Olivię i zamrugała z zaskoczenia.
          - Co? Nie cieszysz się? - jej przyjaciółka wybałuszyła oczy ze zdumienia - przecież to... niewiarygodne! Nienormalne! Grasz Julię, Melody!
          - Z nim. Gram Julię z nim. Z Shannonem. Z Romeo. Nie, Olivia, nie dam rady, nie chcę... On jest... nie zagram tego. Oddam ci moją ro...
          - Chyba sobie żartujesz! - przerwała jej - Nie pozwolę ci przegapić takiej okazji! Może i nie jest wybitnie interesujący, ale to rola twojego życia, najważniejsza sztuka w roku w naszej szkole! - wykrzyknęła jej prosto w twarz i pociągnęła w stronę podwórka, gdyż miały jeszcze dziesięć minut.
          Melody pokręciła głową z niedowierzaniem i wyjęła ze swojej torby pojemnik z sałatką grecką. Nie chciała grać Julii u boku Shannona. Wiedziała, że nie da rady, że nie będzie umiała udawać zakochanej w kimś takim jak on. Shannon nie był w jej typie. Wyglądał na twardego, surowego faceta, przynajmniej wtedy, kiedy nie widział, jak dziewczyna mu się przygląda. W jej obecności był... inny. Sama nie wiedziała, czy udawał, czy robił to specjalnie po to, aby się z niej ponabijać.
          - Nie, Olivia, ja po prostu nie mogę, nie mogę, nie mogę. To mnie przerasta. Każdy inny, tylko nie on - zamknęła na chwilę oczy i wzięła głęboki oddech, usiłując wyrównać pracę swego serca, które biło zdecydowanie zbyt mocno.
         - Posłuchaj, co się dzieje? Dlaczego masz o nim takie złe zdanie? Przecież w ogóle go nie znasz!
         - Przez niego prawie spóźniłam się na przesłuchanie! Zresztą, nieważne. Po prostu go nie lubię, i już - wstała i skierowała się w stronę bramy. - Idę do domu, boli mnie głowa.
         - Hej, Melody, czekaj... - blondynka wstała i popędziła w stronę swojej przyjaciółki, jednak było już za późno, aby powstrzymać ją od ucieczki. Melody zniknęła za rogiem.
         Biegła, w zasadzie nie wiedząc, po co to robi. Po co uciekła ze szkoły? Żeby uniknąć spotkania z NIM? Przecież w końcu i tak będzie musiała stanąć z nim twarzą w twarz, na próbie, a może i wcześniej... Z jej gardła wydobył się cichy jęk. Przystanęła i oparła się o ścianę najbliższego budynku, wybuchając płaczem, wyrzucając z siebie wszystko to, co tłumiła w sobie przez ostatnie piętnaście minut. Co się z nią działo? Przecież w każdej chwili mogła zrezygnować z roli, jednak... Coś ją powstrzymywało. Wiedziała, że prędzej czy później by tego pożałowała. Nie mogła przepuścić takiej okazji.
         Zagrzmiało. Na nos spadła jej pierwsza kropla deszczu, co nie miało dla niej w tym momencie żadnego znaczenia. Płakała, mieszając deszcz z własnymi łzami, nie przejmując się ulewą i piorunami. Dopiero po kilku minutach zdała sobie sprawę z tego, jak jej zimno. Cała się trzęsła, jej ubranie było zupełnie przemoczone, w butach miała wodę, a makijaż ściekał jej po brodzie, plamiąc białą bluzkę, która przylepiła jej się do ciała, ukazując cielisty stanik. Wstała i powoli zaczęła iść w stronę domu, nie zwracając uwagi na kałużę, gdyż i tak była już cała mokra.
         Czerwone auto zatrzymało się przed sklepem, obok którego właśnie przechodziła. Zastanawiała się, czy nie wejść tam, ogrzać się i poczekać, aż ulewa ustanie. Nie zrobiła tego jednak.
         - Melody? Oszalałaś?! - usłyszała znajomy głos, który wcale dobrze jej się nie kojarzył, i odwróciła się.
         W czerwonym samochodzie siedział Shannon i przyglądał jej się, całkowicie zaszokowany. Gdy jednak zauważył, jak dziewczyna szczęka zębami z zimna, natychmiast wyszedł z samochodu, ściągnął swoją koszulkę i podał jej, mówiąc cicho:
         - Załóż to szybko. Odwożę cię do domu.

poniedziałek, 7 września 2015

1. END OF THE BEGINNING

        Wybiegła z klasy sekundę po usłyszeniu dzwonka i popędziła w stronę głównego holu. Stres był jeszcze większy, niż przed samym przesłuchaniem, od którego, swoją drogą, minęło już trochę czasu, a dokładnie 2 tygodnie. Nie było tak źle, jak myślała. Po wyczytaniu jej nazwiska podeszła do profesor Sparkley (potykając się przy tym o własne nogi) i wylosowała karteczkę ze scenką, którą miała odegrać. Przypadła jej akurat scena, w której Julia wyznaje miłość Romeo, dlatego nie była z siebie zbyt zadowolona. Inni mogliby pomyśleć, że to najprostsze, co mogła dostać, jednak dla Melody zadanie było naprawdę trudne, gdyż jeszcze nigdy nie miała chłopaka.
         Z pewnością wyróżniała się na tle innych dziewczyn, nie mówiąc już tylko o miłości, ale także pod wieloma innymi względami. Jest inna - tak mówili o niej rówieśnicy. Sama zresztą myślała o sobie w taki sposób. Nie miała przyjaciół, wolała trzymać się z dala od ludzi, za to kochała zwierzęta. Miała trzy koty oraz psa, dodatkowo udzielała się w schronisku. Słuchała muzyki klasycznej, ubierała się inaczej niż jej koleżanki z klasy (długie spódnice i haftowane bluzki). Nie czuła się jednak źle z tego powodu, wręcz przeciwnie - cieszyła się, że nikt nie chce się z nią przyjaźnić. Wyjątkiem była Olivia, jej jasnowłosa przyjaciółka, która była tym samym typem co Melody. Często uważano je za siostry, bo oprócz tego, że Melody miała rude włosy, praktycznie niczym się nie różniły.
         - Melody? Wszystko w porządku? - usłyszała znajomy głos.
         Zerknęła na prawo, skąd dobiegł ją charakterystyczny baryton i skrzywiła się na widok Shannona.
         - Znowu ty? Ugh, już ci mówiłam, że nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. Cześć - odpowiedziała i odeszła w stronę Olivii, która właśnie się zbliżała.
         Według Melody, Olivia była jedną z najpiękniejszych dziewczyn w szkole. Blond loki idealnie opadały jej na plecy, niebieskie, duże oczy okalane były długimi, gęstymi rzęsami, pełne usta wydawały się jakby gotowe do pocałunku, a biodra kołysały się jej, gdy szła. Wszyscy chłopcy w szkole chcieli ją zdobyć, jednak tak jak jej przyjaciółka, była zwykle niedostępna. Obydwie cechowała nieśmiałość oraz samowystarczalność.
         - Hej, Olivia! - zawołała rudowłosa dziewczyna do jak zawsze eleganckiej koleżanki.
         - Cześć. Widziałaś? Dostałam rolę Marty! - uśmiechnęła się szeroko.
         No tak, Olivia była wspaniała podczas przesłuchania. Dziwne, że nie dostała roli Julii.
         - Wiedziałam, że się dostaniesz! A ja? Widziałaś na tablicy moje nazwisko? - przestąpiła z nogi na nogę, czując ogarniający ją stres.
         - Nie, jak zobaczyłam napis "Olivia Green" to oszalałam, dosłownie. Chodź, sprawdzimy - odparła i pociągnęła Melody za rękę w stronę tablicy z wynikami.
         Melody jednego była pewna: ten przeklęty brunet, Shannon, dostał rolę Romea. Miał prawdziwy talent, nie tylko aktorski, ale także muzyczny. Po wejściu na scenę, zapomniał całkowicie o ludziach znajdujących się w pomieszczeniu i idealnie odegrał przypadającą mu rolę. Jednak to, co było potem, dosłownie wmurowało wszystkich w siedzenia. Shannon podszedł do perkusji i z pomocą podkładu muzycznego, zagrał na niej najbardziej wzruszającą piosenkę, jaką Melody słyszała. Coś jak ballada rockowa. Nie sądziła, że da się w ogóle zagrać coś powolnego na takim instrumencie jak perkusja! Musiała przyznać, mimo niechęci do ciemnowłosego chłopaka, że był znakomity i rolę Romeo miał jak w banku.
         Rozejrzała się, aby mieć całkowitą pewność, że ma rację. Zauważyła go, opartego o ścianę i przyglądającego się jej. Gdy zobaczył, że ona również na niego patrzy, uśmiechnął się. Odwróciła wzrok.
         - To ten, o którym mówią wszystkie dziewczyny? Ten nowy? Przeciętny - odrzekła Olivia i ruszyła dalej w stronę tablicy, ciągnąc za sobą Melody.
         Tłum, który zebrał się pod tablicą z wynikami przesłuchania, był ogromny. Dziewczyny przecisnęły się do przodu, tak, aby móc wyczytać nazwiska. Melody zamarła.

Julia Kapulet - Melody Wings
Romeo Monteki - Shannon Leto

niedziela, 6 września 2015

PROLOG: THIS IS WAR

        Jeszcze tylko kilkaset metrów, pięć zakrętów, dwa skrzyżowania i będzie na miejscu. Jeszcze tylko kilka minut... Zerknęła na zegarek. 7:57. Miała trzy minuty. Wzięła głęboki oddech i przyspieszyła jeszcze bardziej, nie sądząc, że to w ogóle możliwe. Była już zlana potem, ale w tej chwili zupełnie jej to nie obchodziło. Jedyne, co miało znaczenie, to to, że prawdopodobnie spóźni się na swoje pierwsze w życiu przesłuchanie. Tak bardzo zależało jej na tej roli, że gdy uświadomiła sobie, że nie zdobędzie jej przez jakiś głupi budzik (który nie zadzwonił), łzy napłynęły jej do oczu. Muszę być silna, pomyślała i zaczęła biec. 7:59. Ostatni zakręt i będzie w szkole. Poprawiła pokrowiec, w którym znajdowała się gitara i biegła, teraz już sprintem, w kierunku budynku, kiedy poczuła, jak coś wbija jej się w nogę. 
       - Auć! Uważaj, jak chodzisz! - krzyknęła w kierunku ciemnowłosego chłopaka, który na nią wpadł. 
       - Z drogi! - odburknął i wyprzedził ją. Najwidoczniej on również się spieszył. 
       Zignorowała ból w łydce i ruszyła przed siebie, z impetem wbiegając do szkoły. Była cała spocona, zmęczona i zdyszana, ale nie miało to dla niej większego znaczenia. 8:01, minuta spóźnienia. Przebiegła przez korytarz, odetchnęła i weszła do sali numer 342. 
       Sala była pełna. Trzy pierwsze rzędy krzeseł zajmowali nauczyciele, rozmawiający szeptem między sobą. W dalszej części pomieszczenia siedzieli uczniowie, najpewniej niesamowicie zestresowani przesłuchaniem. W końcu było to najważniejsze wydarzenie w roku szkolnym... O niczym innym nie rozmawiało się w ciągu ostatnich czterech miesięcy, a przygotowania rozpoczęto tuż po rozpoczęciu roku szkolnego. Każda dziewczyna chciała być Julią, a marzeniem większości chłopaków było zdobycie roli Romea. 
       Na dźwięk zamykanych drzwi, wszystkie głowy odwróciły się w jej stronę. Na sam widok takiej ilości ludzi zrobiło jej się niedobrze. Muzyka i aktorstwo były jej pasją, aczkolwiek nie lubiła znajdować się w centrum uwagi. Sama jeszcze nie wiedziała, jak poradzi sobie ze stresem, stojąc na tej wielkiej scenie w obecności tylu osób. Odchrząknęła, wyprostowała się, udając, że wszystko jest w jak najlepszym porządku i powiedziała:
      - Dzień dobry, przepraszam za drobne spóźnienie. 
       Usiadła w ostatnim rzędzie i rozejrzała się. Dostrzegła swoją ulubioną panią od polskiego, która próbowała właśnie uśmiechać się do niej, dodać jej otuchy. Tuż obok ujrzała dyrektora, który z miną wyrażającą dezaprobatę kręcił głową w kierunku dziewczyny. W pierwszym rzędzie spostrzegła blond loki, należące zapewne do jej przyjaciółki, Olivii. A obok niej siedział ten brunet, którego spotkała w drodze do szkoły. Dopiero teraz przypomniało jej się, że boli ją noga.
        - Wiesz, następnym razem mógłbyś bardziej uważać - burknęła w kierunku chłopaka i prychnęła z niezadowoleniem, rozprostowując nogi. 
        - Ach, to ty. Przepraszam, jak widzisz nie tylko ty spieszyłaś się na przesłuchanie - odparł, po czym odwrócił się w drugą stronę. 
        Nagle w dziewczynie wezbrała złość. Zabrała swoją torbę i gitarę, wstała z łomotem i stanęła koło drzwi, gdyż pozostałe miejsca były już zajęte. 
        - Hej, spokojnie, możesz tu przecież siedzieć, Melody... - rzekł ciemnowłosy. 
        - Nie, dzięki, nie chcę mieć kolejnego siniaka. Poza tym, skąd znasz moje imię? - wydawała się naprawdę wkurzona. Co za chłopak. Nie dość, że ją potrącił, to jeszcze teraz zachowywał się tak, jakby nic się nie stało. 
        - Żartujesz? Każdy w tym mieście cię zna. Słyszałem, że dość dobrze grasz na gitarze. Chodź, siadaj... - wskazał jej gestem puste miejsce, z którego przed chwilą wstała.
        - Daj mi spokój. Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego - odrzekła i odwróciła się w stronę sceny, nie chcąc psuć sobie humoru jeszcze bardziej. 
        Na drewnianym podeście stał już dyrektor szkoły. Trzymał w ręku mikrofon, czekając, aż wszyscy się uciszą. Po kilku sekundach w końcu przemówił. 
        - Witam wszystkich na przesłuchaniu do sztuki, którą w tym roku ma zamiar wystawić nasza szkoła! - rozległy się oklaski. - "Romeo i Julia" to nie jest coś, co łatwo rozgryźć. Szukamy tu prawdziwych talentów, wirtuozów, aktorów z prawdziwego zdarzenia. Jeśli ktoś nie myśli o tym na poważnie, równie dobrze może już stąd wyjść - umilkł na chwilę, po czym kontynuował. - Każdy, kto chce wziąć udział w przedstawieniu, będzie miał możliwość zaprezentować się dzisiaj na tej oto scenie. Po wyczytaniu imienia i nazwiska, uczestnik podchodzi do profesor Sparkley i losuje kartkę ze scenką, którą będzie musiał odegrać. Następnie uczestnik prezentuje swoje umiejętności wokalne bądź instrumentalne, kłania się i wychodzi z sali. Czy wszystko jasne? - rozejrzał się po sali, wzruszył ramionami, widząc, że nie ma żadnych sprzeciwów, po czym ponownie zabrał głos. - Pamiętajcie, że nie ma tu czasu na stres czy błędy. To walka - powiedział, odchrząknął, i podniósł głowę, omiatając uczniów wzrokiem. - W takim razie, jeśli nie ma pytań, zapraszam pierwszego uczestnika. Shannon Leto. 
         Dziewczyna odetchnęła z ulgą, na wieść o tym, że nie będzie musiała wychodzić na scenę jako pierwsza i odwróciła się, czując na plecach czyjś oddech.
        - Życz mi powodzenia, Melody - usłyszała i ujrzała chłopaka, który dziś zranił ją w nogę. Uśmiechnął się do niej i ruszył w kierunku sceny, delikatnie poruszając w dłoniach pałkami perkusyjnymi.